o 5 nad ranem sie przebudzilam jednak bardzo szybko zasnelam.We snie mialam cala swiaodmosc tego ze jestem poza, a nie w ospuo. Mialam swiaodmosc tego kim jestem, przyjmowalam rolę opiekuna,dziwnie sie czulam w tym, ale jednoczesnie bylam z tego zadowolona. Nagle pociagnelo mnie w zupelnie inna stronę, nastapil przeskok we snie i znalazlam sie na jakims lekkim wzgorzu. Szukaja drogi powrotnej zaczelam schodzic ze wzgorza, bo mialam swiaodmosc ze jesli zaczne latac przy innych istotach to ich tym wystrasze, wiec ograniczylam swoje mozliwosci to zwyklego chodzenia. Nie robilam praktycznie sladow na sniegu, tylko lekko unosilam sie nad Ziemia. Nagle na dnie zbocza zauwazylam staruszka podobna do mojej zmarlej cioci Teresy. Staruszka byla przemarznieta cala. Nie bylam do konca pewna czy mnie widziala, ale miala swiaodmosc tego, ze tam jestem. Miala moze z 165 wzrostu i spora torbe z ciuchami przy sobie jakby zabladzila. Powiedzialam jej ze wracam od kuzyna i ze moge jej powiedziec gdzie ma isc by trafic do domu. Staruszka prawie nie sluchala, ciekzo mi bylo wzrocic ja uwage siebie. Po chwili zrezygnowalam i juz mialam odleciec dalej, gdy sie znowu rozejrzalam na nia. Wygladalo tak jakby na mnie spojrzala. Zrobilo mi się żal staruszki, że tak siedzi samotnie na tym zboczu. Siegnelam po telefon z komorki zapytalam sie jej gdzie mieszka w swiecie fizycznym. Odparla ze szatanska 5. Mialam wrazenie ze to w Polsce ale potem pomyslalam ze moze to byc za granica... Nie pytalam o szczegolowe dane bo ciezko bylo cokolwiek od niej wyciagnac.. Pomoglam staruszce wstac ze sniegu i wezwalam taksowke, w ktorej mieli byc NP... i mieli ja zabrać bezpiecznie dalej... Po chwili gdy wykrecilam numer cofnelo mnie z bardzo duza sila.
Edit by mod: Do poprawy.
|